XL Jubileuszowy Ogólnopolski Zlot Turystów Zmotoryzowanych „ENERGETYK 2019” - relacja
XL Jubileuszowy Ogólnopolski Zlot TurystówZmotoryzowanych „ENERGETYK 2019... więcej
RAJD ZIEMI OBIECANEJ - zmiana terminu!!!!
Informacja organizatora:Stowarzyszenie „Motocykl Moje Hobby”... więcej
Jubileusz 40-lecia Klubu Motorowego „Energetyk” przy Elektrowni Bełchatów
Jubileusz 40-lecia Klubu Motorowego „Energetyk” przy Elektrowni... więcej
II Łódzki Piknik Offroadowy - relacja
W sobotę 14 września bieżącego roku na część parkingu Centrum Handlowego Pasaż... więcej
Kurs i egzamin na certyfikat i licencję rajdową RN ZO PZM w Łodzi - 28/29.09.2019
Kurs i egzamin na certyfikat i licencję rajdową RN ZO PZM w Łodzi 1.... więcej
V Runda Mistrzostw Okręgu Łódzkiego w Cross Country - 29.09.2019
Zapraszamy 29 września 2019 roku na V Rundę Mistrzostw Okręgu Łódzkiego w Cross... więcej
Karol Pasiewicz wśród finalistów Kartingowych Mistrzostw Świata CIK-FIA
Karol Pasiewicz wśród finalistów Kartingowych Mistrzostw Świata CIK-FIAPodczas... więcej
II Łódzki Piknik Offroadowy
II Łódzki Piknik Offroadowy W sobotę 14 września bieżącego roku miłośnicy... więcej
Sprostowanie
SprostowanieInformujemy, że w sprawozdaniu z działalności Zarządu Okręgowego... więcej

Baja Aragon- I runda FIM Baja World Cup

Arkadiusz Lindner ukończył hiszpańską eliminację Pucharu Świata w Rajdach Cross Country na znakomitym piątym miejscu w klasyfikacji quadów. 
W miniony weekend oczy kibiców rajdowych z całego świata skierowane były na hiszpańskie miasto Teruel, gdzie mieściła się baza siódmej rundy Pucharu Świata w Rajdach Cross Country. Do Aragonii przybyli czołowi kierowcy quadów, motocykli, samochodów terenowych i ciężarówek. Po raz pierwszy na hiszpańskich bezdrożach wystąpił Arkadiusz Lindner, jadący quadem Can-Am Renegade 850, przygotowanym przez warsztat Kingsquad Customs.
Trzydniowe zawody podzielone były na cztery odcinki specjalne o łącznej długości ponad 500 kilometrów. 13-kilometrowy prolog nie poszedł po myśli zawodnika Łódzkiego Klubu Offroadowego. Do mety pierwszego oesu dotarł dopiero z czternastym czasem. Na szczęście polski zawodnik szybko odnalazł swoje rajdowe tempo. Arek całkowicie zrehabilitował się na pozostałych trzech etapach, kończąc je dwukrotnie na szóstym i raz na czwartym miejscu. Finalnie Lindner uzyskał piątą lokatę, tracąc zaledwie 1 min i 23 sek. do poprzedzającego go  Rafaela Trempsa.
- Przez cały rajd czułem wewnętrzne ciśnienie, by dorównać lokalnym zawodnikom, którzy przede wszystkim znakomicie znają te tereny, ścigają się na quadach średnio 200 kg lżejszych od mojego Can-Ama, przez co są niesamowicie szybcy. Ta moja presja sprawiła, że popełniłem bardzo proste błędy w postaci kilkukrotnego przekroczenia dozwolonej prędkości o 1-2 km/h. Cena tych błędów okazała się bardzo wysoka, ponieważ otrzymałem 12 minut kary i zamiast stanąć na podium, ciesząc się z pucharu za trzecie miejsce, zostałem sklasyfikowany na piątej pozycji. Wynik ten oczywiście bardzo mnie cieszy, bo nie spodziewałem się, że będę tak wysoko, ale też jestem zły na siebie, bo mogło być jeszcze lepiej - podsumowuje  Arkadiusz Lindner.
Po powrocie do Polski Arek i jego rajdowy zespół nie będą mieli dużo czasu na odpoczynek.  Już  w dniach 9-11 sierpnia wezmą udział w kolejnej rundzie Pucharu Świata w Rajdach Cross Country. Tym razem rajdowa karawana odwiedzi Węgry, gdzie odbędzie się 15. edycja zawodów HunGarian Baja.

Baja Ukraine- I runda European Baja Championship 

Zwycięzca Pucharu Polski w Rajdach Baja 2017 ruszył na podbój Europy. Arkadiusz Lindner w miniony weekend zwyciężył nad Dnieprem w zawodach Boss Baja Ukraine.   
Zawody Boss Baja Ukraine, które zainaugurowały sezon Mistrzostw Europy w Rajdach Baja, przyniosły reprezentantowi Łódzkiego Klubu Offroadowego ogromny bagaż doświadczeń. Choć rajd ten był znacznie krótszy niż Merzouga Rally, w którym Arkadiusz Lindner w kwietniu zadebiutował na arenie międzynarodowej, to jednak ukraińska pustynia przyniosła znacznie więcej zaskakujących i nieprzewidywanych sytuacji.
Mierząca 511 km trasa, wytyczona na pustynnych terenach w pobliżu miasta Chersoń, została podzielona na pięć odcinków specjalnych. Polak rozpoczął zawody w pięknym stylu, wygrywając dwa pierwsze oesy zaplanowane na piątkowe popołudnie. Stojąc o 6:30 rano na starcie pierwszej sobotniej pętli Arek nie zdawał sobie sprawy, jak szalony będzie to dzień. 
Po przejeździe zaledwie 22 km z liczącego 155 km odcinka specjalnego w quadzie z numerem 12 należącym do Arka wykręcił się wał napędowy. Jego naprawa zajęła prawie 2 godziny, co było prawie równoznaczne z utratą szans na dobry wynik. Na mecie pierwszego etapu stawił się zaledwie 9 minut przed dyskwalifikacją. Morale naszego jedynego reprezentanta w tym rajdzie mocno spadły, ale nie zamierzał zwalniać. 
Podczas drugiej pętli nad Oleszkowskimi Piaskami przeszła potężna, huraganowa burza, która przyniosła spustoszenie na biwaku. W zaledwie kilkanaście minut połamała drzewa, namioty uczestników, zniszczyła dużą, metalową scenę wraz z całym sprzętem nagłośniającym. Dopiero na mecie Arkadiusz Lindner dowiedział się, że etap ten został anulowany, a osiągnięty czas nie będzie liczony w klasyfikacji. Nie był to koniec w tym dniu zaskakujących informacji. Okazało się, że wielu zawodników otrzymało duże kary czasowe, przez co nasz zawodnik ponownie znalazł się w stawce walczących o zwycięstwo. 
Do ostatniego, niedzielnego etapu zawodnik zespołu Kingsquad Lindner Bros przystąpił pełen optymizmu i wiary w dobry wynik. Nie pomylił się i od początku do końca jechał bardzo dobrym tempem, a co najważniejsze, nie popełnił żadnego poważnego błędu. Dzięki temu odrobił straty i zwyciężył zawody, otrzymując w nagrodę piękną statuetkę ukraińskiego kozaka. 
- W całej swojej offroadowej karierze nie przeżyłem takiego rajdu – podsumowuje Arkadiusz Lindner. – Jadąc na Ukrainę, nie wiedzieliśmy zupełnie czego się spodziewać. Po dojeździe na miejsce teren wyglądał, jakbyśmy przyjechali do Drawska. Dopiero po pokonaniu kilku pierwszych kilometrów trasy ujrzałem pustynię, na której miejscami piach był tak grząski, że nie dało się jechać szybciej niż 20 km/h. To, co się działo w sobotę to prawdziwy Armagedon. Cud, że nikomu się nic nie stało, bo momentami było bardzo niebezpiecznie. W niedzielę z kolei, po dwóch dniach wjeżdżania się w rajd, osiągnąłem swoją szczytową formę i po prostu płynąłem po trasie. Wygrałem, z czego niesamowicie cieszę się. Jestem pod ogromnym wrażeniem wytyczonej trasy oraz terenów, jakimi dysponują nasi wschodni sąsiedzi. Trasa naszej domowej rundy Pucharu Świata Cross Country była przy tym przejażdżką i mówię to z pełną odpowiedzialnością. Bardzo duże wrażenie zrobili na mnie organizatorzy. Widać, że są to pasjonaci z krwi i kości. Impreza była świetnie rozpromowana, przybyło wielu kibiców, fotografów, reporterów, a także telewizja. Nie mają jeszcze dużego doświadczenia i są elementy wymagające zdecydowanej poprawy, ale idzie to w dobrym kierunku. Myślę, że nie były to nasze ostatnie zawody na terenie Ukrainy, bardzo chętnie tu wrócimy.

Zarząd Okręgowy PZM: 
Kategorie: