Mówią po Rajdzie Nadwiślańskim - 6. rundzie LOTOS RSMP

Małgorzata Kosińska: Najważniejsze, że jesteśmy na mecie, a do tego mamy trzecie miejsce w klasie. To był zdecydowanie najtrudniejszy rajd ze wszystkich dotychczasowych. Tak naprawdę to podczas drugiego etapu była walka z samochodem i szukanie przyczepności. Praktycznie każdy zakręt był tak brudny, że trudno było obrać prawidłową linię jazdy. Można powiedzieć, że dla nas to była swego rodzaju bitwa, a my walczyłyśmy dzielnie. W tak ciężkich warunkach było sporo przygód. Najbardziej spektakularna to krótka wizyta poza drogą zakończona na… jabłonce. Spadło kilka jabłek, a my z pomocą dzielnego fotografa wróciłyśmy na trasę. Właściciela sadu serdecznie przepraszamy, zachęcając gorąco przy okazji do jedzenia jabłek. Są naprawdę zdrowe i pożywne :)

Jan Chmielewski: Niestety, gdzie drwa rąbią tam wióry lecą - to wyświechtane przysłowie chyba najlepiej podsumowuje Rajd Nadwiślański, który zakończył się dla nas bardzo pechowo. Problem ze sterowaniem skrzyni biegów, czego konsekwencją była ograniczona możliwość zmiany przełożeń, spowodowała, że na ostatniej niedzielnej pętli musieliśmy podejmować duże ryzyko, aby móc walczyć o zwycięstwo. Postawienie wszystkiego na jedną kartę nie opłaciło się i niestety na przedostatnim odcinku specjalnym opuściliśmy drogę na mocno ubłoconym, szybkim lewym zakręcie, poważnie uszkadzając naszego kochanego Citroena.

Jacek Nowaczewski: Rajd Nadwiślański musimy niestety szybko wymazać z pamięci. Opady deszczu, które w ten weekend nawiedziły okolice Puław pokazały nam zupełnie inne oblicze odcinków specjalnych. Poziom trudności Rajdu Nadwiślańskiego zaskoczył niejednego, a szczególnie wymagające okazało się dobranie tempa na piekielnie śliskim, mokrym i zabłoconym asfalcie. Po wypadnięciu z drogi na siódmym odcinku specjalnym nasze auto zostało poważnie uszkodzone. Na szczęście ja i Janek jesteśmy cali i zdrowi. Trzymamy teraz mocno kciuki za szybką odbudowę auta, aby pojawić się na starcie mojej domowej rundy RSMP, czyli październikowego Rajdu Dolnośląskiego.

Mariusz Stec: Rajd Nadwiślański to moje prawie domowe zawody. Szkoda, że nie było odcinka w Urzędowie, który oblega zawsze niesamowita ilość kibiców. Cieszę się, że pojechałem z Łukaszem Włochem - w tych warunkach sporo mi pomógł. Drogi były naprawdę nieprzewidywalne jeżeli chodzi o przyczepność i nie ukrywam, że nie czułem się pewnie, dlatego też nasza jazda była trochę szarpana. Walczyliśmy z Marcinem Gagackim. Każdy dawał z siebie wszystko, co było widać po obieranych karoseriach naszych samochodów.
Nasz start nie byłby możliwy, gdyby nie pomoc naszych partnerów: Sonax, PZL Sędziszów producent wysokiej klasy filtrów, Desy transport i spedycja, Moto Gama. Za przygotowanie samochodu dziękujemy mojemu tacie i wszystkim ze Stec MotorSport.   

Łukasz Włoch: Rajd Nadwiślański niby prosty ale właśnie takie zawody są wbrew pozorom bardzo trudne, a drugi dzień to ekstremalna zgadywanka, jak będzie trzymał dany zakręt. Cieszę się, że była tak fajna zabawa i walka z Gackiem. Oni wypadli poza drogę, my uderzyliśmy moją stroną w drzewo. Skrzywiliśmy tam drążek i dlatego na błocie auto zachowywało się bardzo nieprzewidywanie. Przepraszamy za tę małą ryskę na drzwiach ale gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą. Proto to bardzo fajna zabawka, która daje frajdę z jazdy, a jak się ją dobrze opanuje to można robić super wyniki. Mam nadzieję, że będzie więcej takich samochodów na rajdowych trasach.

Dariusz Lamot/Marcin Michalewicz: Po zapoznaniu zastanawialiśmy się, czy Rajd Nadwiślański nie byłby lepszym pomysłem na debiut w Rajdowych Samochodowych Mistrzostwach Polski niż wybrany przez nas Rajd Rzeszowski. Po rajdzie wiemy, że gdyby nie doświadczenia zebrane w okolicach Rzeszowa i Wisły to nie mielibyśmy najmniejszych szans na przejazd przez rampę mety w centrum Puław. Zajęte przez nas miejsce (za które w Wielkiej Brytanii dostalibyśmy tradycyjną drewnianą łyżkę) kompletnie nie oddaje tego, czym był dla nas ten rajd, a w szczególności jego drugi etap. Nasza jazda przypominała w wielu miejscach walkę o przetrwanie, na dodatek bardzo nierówną. Z naszym zerowym doświadczeniem w jeździe po mokrym przyszło nam się zmierzyć z trasą przypominającą miejscami rajd przeprawowy z tą różnicą, że zamiast samochodu terenowego mieliśmy do dyspozycji ośkę i deszczowe opony. To wszystko spowodowało, że nie przejechaliśmy czysto w zasadzie żadnego odcinka specjalnego... no, może jeden. Wizytowaliśmy za to pola, rowy, sady, a nawet las, w którym niemal zakończyliśmy nasz udział w rajdzie i tylko dzięki poświęceniu kibiców udało nam się pojechać dalej – za co oczywiście serdecznie dziękujemy! Podczas dwóch dni zmagań mieliśmy z pewnością więcej przygód niż niektóre załogi podczas całego sezonu. Spróbujcie sobie wyobrazić, jak wykończeni byliśmy wjeżdżając na metę Rajdu Nadwiślańskiego. Nie powinno to być trudne, dlatego dość łatwo będzie Wam też wyobrazić sobie, jak bardzo byliśmy szczęśliwi. Naszej drewnianej łyżki nie oddalibyśmy wtedy za żadne skarby! Oczywiście, na Dolnym Śląsku zrobimy wszystko co w naszej (i samochodu) mocy, by nie zasłużyć na drugą...

Łukasz Byśkiniewicz: Nigdy w życiu nie ścigałem się na tak śliskich asfaltach i z takimi wysokimi prędkościami. Dlatego jestem bardzo szczęśliwy, że w tak arcytrudnych warunkach wygraliśmy „generalkę ośki”, oraz klasę. Pojechaliśmy z Maćkiem mądrze i odważnie. Zdecydowany atak przeprowadziliśmy na ostatniej - chyba najbardziej ubrudzonej błotem pętli wygrywając wszystkie oesy. Prawa noga prostowała się z wielką radością, ponieważ przy trasie stała cała moja rodzina. Cieszę się, że jej nie zawiodłem. Moim najbliższym dedykuje ten wynik. Matematyka wskazuje na to, że awansowaliśmy na pierwsze miejsce w klasie w punktacji sezonu. Oj będziemy cisnąć na ostatnich 2 rajdach. Bardzo dziękuję moim partnerom, bez których tego sukcesu by nie było, firmom:  NOVOL, oraz producentowi urządzenia RN Race Navigator,  które rejestrowało nasze poczynania.

Maciej Wisławski: Wygrać ośkę w takich warunkach to naprawdę wielki wyczyn.  Jestem bardzo zadowolony z jazdy jaką zaprezentował Łukasz. Ten, kto nie popełnia błędów zawsze jest wysoko w klasyfikacji rajdu. Tak właśnie było tym razem. Dobrze opisaliśmy trasę, wyłapaliśmy miejsca gdzie może być groźnie.  Do tego wspomagaliśmy się technologią dostarczoną przez Race Navigatora.

Łukasz Pieniążek: Wygrana w Rajdzie Nadwiślańskim to wspaniałe uczucie, jesteśmy przeszczęśliwi. Pokonaliśmy Darka Polońskiego o zaledwie sekundę i walczyliśmy z nim o ten triumf praktycznie do ostatnich metrów. Udało nam się to osiągnąć, dzięki szybkiej i  bezkompromisowej jeździe. Dziękuję Darkowi za wspaniałą walkę i gratuluję także Łukaszowi Byśkiniewiczowi wygranej w ośce. Podziękowania należą się oczywiście całemu zespołowi, który perfekcyjnie przygotował samochód oraz Jakubowi Gerberowi, który jak zwykle wykonał świetną pracę. To jest nasz wspólny sukces – całej ekipy LP Rally Team!

Jakub Gerber: Startujemy wspólnie w mistrzostwach Polski dopiero pierwszy sezon, a już udało nam się osiągnąć naprawdę sporo. Zwycięstwo w klasie 4 pokazało, jak szybkim zawodnikiem jest Łukasz. Jestem przekonany, że nie będzie to nasz ostatni triumf w RSMP. Dziękuję kibicom za jak zwykle niesamowity doping!

Tomasz Kasperczyk: To były dwa bardzo emocjonujące dni. Do rajdu byliśmy solidnie przygotowani, wykonaliśmy sporo pracy na treningach. Niestety, błąd na mokrej nawierzchni odcinka testowego sporo nas kosztował. Wizyta poza drogą zakończyła się dachowaniem. Serwis robił co mógł, aby przygotować auto do startu w rajdzie, półtorej godziny to niestety w takich okolicznościach bardzo mało. Na trzynastym kilometrze pierwszego oesu awarii uległ kolektor wydechowy, z silnika zaczął się wydobywać ogień, musieliśmy się zatrzymać i użyć gaśnicy. Na oesy wróciliśmy dzień później. Warunki panujące na trasie w niedzielę nie były łatwe, poznaliśmy prawdziwy smak rajdowania. Było mokro, sporo naniesionego brudu, więc trudno było się utrzymać na linii drogi. Mimo ciężkiego pierwszego dnia szybko odnaleźliśmy tempo. Jestem bardzo zadowolony z czasów osiąganych na poszczególnych oesach. Teraz pozostaje już czekanie na Rajd Dolnośląski.

Damian Syty: W niedzielę wsiedliśmy do rajdówki i byliśmy  w stanie utrzymać bardzo przyzwoite tempo. Myślę, że powrót do rywalizacji drugiego dnia był bardzo ważny, szczególnie dla głowy, żeby nie myśleć cały czas o wypadku. Straty czasowe, które dziś notowaliśmy na niektórych oesach były minimalne, a warunki miejscami były przecież ekstremalnie trudne. Zachowywaliśmy pewien margines bezpieczeństwa. Musimy przełknąć gorycz porażki związaną z wydarzeniami z pierwszego dnia, ale cieszę się, że nie poddaliśmy się i przejechaliśmy te 80-90 kilometrów „na ostro”.

Samochody: 
Źródło zdjęcia: 
Share

News

Przekaż 1% Fundacji PZM
Okres rozliczania dochodów za 2018 rok to okazja do wsparcia potrzebujących... więcej
Kontynuacja współpracy Motul i HRSMP
Tegoroczne Historyczne Rajdowe Samochodowe Mistrzostwa Polski, również będą... więcej
Warsztaty dla kierowników Odcinków specjalnych i sędziów zabezpieczenia
Fundacja Centrum Edukacji Motorowej oraz Stowarzyszenie Moto Sport Gliwice... więcej
Coraz bliżej rajdowych emocji w Drawsku Pomorskim
Drawsko Pomorskie otworzy sezon rajdów terenowych w Polsce. W dniach 12-13... więcej
Załoga ORLEN Team ponownie zwycięża w Dubai Baja
Kuba Przygoński i Timo Gottschalk wygrali Dubai International Baja 2019. Załoga... więcej
Procedura Przedsezonowego Badania Kontrolnego (PBK) HRSMP 2019
Zainteresowanych zawodników zapraszamy na przedsezonowe badania kontrolne.... więcej
Szkolenie, kurs i egzamin na kandydatów na sędziów i zawodników sportu samochodowego
Organizatorem szkolenia jest Komisja Sportu Samochodowego Automobilklubu... więcej
Kurs na licencję RN - Tor Poznań 16-17.03.2019
1. Termin:16-17 marzec 2019 r. ( piątek, sobota)2. Miejsce:Sala konferencyjna... więcej
Kurs na licencję BC, BC Junior - Tor Poznań 16-17.03.2019
1. Termin:16-17 marzec 2019 r. ( sobota, niedziela)2. Miejsce:16-17 marzec -... więcej

Strony

- Archiwum